Loyalz zaczął się jako wewnętrzne narzędzie w zest.agency. Ta strona to wersja długa: czym zajmuje się agencja, co się w tej pracy zacinało i co z tego powodu zbudowaliśmy.
zest.agency · 2015
Loyalz · 2023
Założyciel
Karol MajewskiZałożyciel Loyalz · zest.agency
W 2023 miałem jeden problem i jeden grant. Problem był taki, że każdy program lojalnościowy, jaki mogłem kupić dla klienta, był albo plastikową kartą, albo wtyczką, której nikt nie otwierał drugi raz. Grant to pieniądze z Funduszy Europejskich, a tak naprawdę kupiły mi one prawo do zbudowania tego porządnie, zamiast po godzinach.
Pierwszy Loyalz robił retencję i nic poza tym, a stał na Web3. W 2023 brzmiało to jak przyszłość. W 2024 brzmiało już jak coś, z czego trzeba się tłumaczyć — nasze własne FAQ wciąż odpowiadało na pytania o NFT i opłaty za gaz, podczas gdy sprzedawcy, z którymi naprawdę siedziałem przy stole, chcieli punktów, cashbacku i vouchera, który zadziała w koszyku. Żaden z nich nie chciał się uczyć, czym jest portfel, żeby oddać komuś pięć procent.
Przez dwa lata budowaliśmy to od nowa, bez łańcucha pod spodem. Punkty, cashback, benefity, poziomy, kolekcje, questy — mechaniki, o które sklep pyta z nazwy, i nic, o co nigdy nie prosił. To jest połowa retencyjna i to ją sfinansował grant.
Druga połowa wzięła się z codziennej pracy agencji, a nie z roadmapy. Zaczęło się wąsko: przeczytać kreację i ustalić, która reklama naprawdę ciągnie konto, bo świadomość, że reklama działa, to za mało, żeby zabriefować następną. Potem modele stały się na tyle dobre, że ta sama warstwa mogła kreację tworzyć, a nie tylko ją oceniać, a zaraz potem — prowadzić kampanie, które sama zrobiła. Analiza, produkcja, zarządzanie — w tej kolejności, i każdy krok tylko dlatego, że poprzedni przestał być wąskim gardłem.
Agencja pracuje na tym codziennie. Kampanie klientów w zest.agency planujemy, oceniamy, tniemy i raportujemy w Loyalz, więc niewygodne krawędzie znajdujemy sami, na kontach, za które odpowiadamy, zanim trafią do kogokolwiek innego. Dlatego produkt jest pisany pod dwóch czytelników naraz: markę, która chce wiedzieć, ile kosztował klient i ile potem był wart, oraz agencję, która musi odpowiedzieć na to samo pytanie dla trzydziestu marek przed poniedziałkowym obiadem.
Konkretne usługi, konkretne kanały, konkretne partnerstwa. To ta część, dzięki której historia powstania daje się sprawdzić, a nie tylko ładnie brzmi: agencja sprzedaje dokładnie te cztery rzeczy, z których zbudowała to narzędzie. Sama opisuje swoją pracę jednym zdaniem — performance, który widać w rachunku zysków i strat.
zest.agencyAgencja performance
Search i paid social na Google, Meta, TikToku i LinkedInie, prowadzone pod stabilne skalowanie sprzedaży, a nie pod ładnie wyglądający tydzień. Z tej praktyki wziął się ranking reklam i reguły pauzujące.
Wdrożenia GA4 i Tag Managera, pomiar server-side i obsługa zgód, testy A/B podpięte do systemu, w którym naprawdę zapisuje się sprzedaż. Z tej pracy powstał Insights.
Seryjna produkcja formatów wideo w stylu UGC i grafik reklamowych, robionych ilościowo właśnie po to, żeby zbić koszt pozyskania. Dlatego analiza kreacji była pierwszą rzeczą zbudowaną po stronie pozyskania.
Produkcja seryjnaoceniane po przychodzie ze sklepu
Projekt i wykonanie sklepów oraz stron kampanijnych, z pomiarem wpiętym już na etapie budowy, a nie doklejonym później. Kampania jest mierzalna tylko na tyle, na ile mierzalna jest strona, na którą prowadzi.
Dwie robocze zasady agencji skończyły jako decyzje produktowe, a nie hasła. Wyniki, które agencja publikuje, to jej własne liczby na jej własnej stronie — i dokładnie tak należy je czytać.
Rozwinięcie tego, co strona główna mówi w trzech zdaniach: cztery platformy, cztery ROAS-y, arkusz i klient pytający, dlaczego nic się nie zgadza.
Ta scena powtarzała się w kółko: cztery panele reklamowe raportujące cztery różne ROAS-y, arkusz, w którym ktoś zestawiał to ręcznie, i klient pytający, dlaczego żadna z tych liczb nie zgadza się z tym, co faktycznie wzięła kasa jego sklepu. To my musieliśmy mu na to odpowiedzieć w poniedziałek.
Więc zbudowaliśmy warstwę, która sprowadza każde źródło do jednego formatu, żeby przestać zestawiać ręcznie. Potem ranking, bo raport bez decyzji jest tylko ładniejszym arkuszem. Potem analizę kreacji, bo „ta reklama działa” to za mało, żeby zabriefować następną. A kiedy koszt pozyskania rósł szybciej niż marże, dobudowaliśmy drugą połowę — stronę lojalnościową — bo najtańszym klientem, jakiego mieli nasi klienci, był ten, którego już mieli.
Agencja nadal pracuje na tym codziennie. Kampanie klientów e-commerce i B2B planujemy, tniemy i raportujemy w Loyalz, więc każdą niewygodną krawędź znajdujemy u siebie, zanim trafi do Ciebie.
Suma ROAS-ów z paneli nigdy nie zgadzała się z fakturą. Ten artefakt jest całym uzasadnieniem decyzji 03 poniżej.
Żadna z nich nie wzięła się z warsztatu. Każda istnieje dlatego, że coś poszło nie tak na koncie, za które odpowiadaliśmy, na oczach klienta, któremu należała się odpowiedź.
Klient przeczytał raport tygodniowy, potem otworzył dashboard i zobaczył, że oba chwalą inne kreacje — na tym samym koncie, w tym samym tygodniu. Oba miały rację. Raport układał ranking na jednym oknie i jednej definicji konwersji, dashboard na innych, a nikt nigdy nie zapisał, która z nich jest tą prawdziwą. Bo dopóki ktoś nie postawił ich obok siebie, nikt nie musiał.
Rozwiązaniem nie był lepszy raport. Było nim jednorazowe ustalenie, co znaczy zdanie „to jest najlepsza reklama”, i doprowadzenie do tego, żeby każdy ekran czytał tę jedną definicję: ranking, asystent, raport tygodniowy, reguły pauzujące. Liczba, która zmienia się w zależności od tego, na który ekran patrzysz, nie jest pomiarem. Jest opinią z przecinkiem.
Wczesna automatyzacja zrobiła dokładnie to, co jej kazano. Nowa kampania miała słabe pierwsze popołudnie, reguła zobaczyła koszt pozyskania powyżej celu i spauzowała ją pierwszego dnia — zanim platforma wyszła z fazy uczenia, na próbce zbyt małej, żeby cokolwiek znaczyła. Reguła miała rację co do arytmetyki i myliła się co do świata.
Dziś żadna reguła nie odpali na reklamie, która nie ma za sobą historii dostarczania. Każda automatyzacja niesie próg wydatku obok progu skuteczności, a ten próg jest warunkiem wstępnym, nie ustawieniem, które ktoś pamięta wypełnić. Automat, który może zadziałać na szumie, prędzej czy później zadziała na szumie — i zrobi to w najgorszym możliwym momencie.
Poniedziałkowy raport wyżej to właśnie ten przypadek. Cztery platformy, cztery zwroty z wydatku, każda pewna, że to jej zamówienie. Zsumuj je, a łączny przychód przekroczy to, co faktycznie wzięła kasa sklepu — czasem o jedną trzecią. Każda platforma liczy konwersję, którą widzi, a kilka z nich widzi tę samą.
Więc zmieniła się podstawa tego ułamka. Przychód bierzemy ze sklepu, nie z pixela, a liczby z paneli traktujemy jako deklaracje do uzgodnienia z nim, nie jako tę jedną liczbę. Raportowany wynik jest przez to niższy i jest prawdziwy, a tylko jedna z tych dwóch cech przetrwa rozmowę z dyrektorem finansowym.
„Kto spauzował moją reklamę?” to pytanie, które agencja dostaje, a uczciwa odpowiedź brzmiała wtedy: nie wiemy na pewno. Albo odpaliła reguła, albo ktoś kliknął, a nie było zapisu, który by je odróżnił. Zaufanie nie przetrzyma wielu takich sytuacji.
Dziś każda automatyczna akcja zapisuje wiersz: co się zmieniło, co to wywołało, na którym koncie i kiedy. To funkcja bez blasku i jednocześnie jedyny powód, dla którego automatyzację można w ogóle oddać klientowi — bo ceną za wpuszczenie oprogramowania do żywego budżetu jest umiejętność powiedzenia potem, co dokładnie zrobiło.
Loyalz buduje ten sam zespół, który prowadzi kampanie klientów w zest.agency. Każda nowość trafia najpierw na prawdziwe konta z prawdziwymi budżetami u nas, więc problemy pojawiają się po naszej stronie, zanim dojdą do Twojej.






Dwadzieścia minut, na żywo, na Twoich danych. Twój ułamek liczymy przy Tobie.
Umów demo — 20 minut →